sobota, 30 stycznia 2016

Puste czytelnictwo, czyli czemu e-book zastąpi papierową książkę


Czytnik nigdy nie zastąpi papierowej książki.

Przecież e-bookiem nie popalisz w piecu.

Zacznę od pewnej, już nie tak świeżej historii, która wydarzyła się we Wrocławiu jakieś cztery miesiące temu. Mianowice, w wyżej wymienionym mieście, rozpoczęła się miejska akcja Czytam Wrocław, mająca na celu propagowanie czytelnictwa. Jedną z atrakcji był darmowy przejazd komunikacją miejską, jeśli miało się przy sobie książkę. Ale e-booki już się nie liczyły.

Gdybym była na miejscu posiadających czytniki pasażerów, czułabym się nieco oszukana. W czym oni są gorsi od innych czytelników? Zaryzykuję stwierdzenie, że e-book jest większym dowodem oczytania niż papierowa książka — na czytnik trzeba te pięć stów wydać, a jak komuś będzie zależało, to kupi jakiegoś harlequina w kiosku i już! Darmowe przejazdy przez cały dzień i to tylko za te pięć złotych!

Ja się nie czuję to akcją w jakikolwiek sposób skrzywdzona. Przecież nie mieszkam we Wrocławiu. Pokazuję to jednak trochę, jak się traktuje czytniki.


Przypatrzmy się internetowym dyskusjom na temat właśnie czytników. Zdecydowana większość osób woli książki papierowe. Z czego to wynika?

Wśród opinii najczęściej przewijają się argumenty typu:

Papierowa książka to coś wyjątkowego. — a czytnik nie jest wyjątkowy? Myślałam, że w książkach liczy się fabuła i to właśnie ona jest wyjątkowa.
E-book nie ma tej faktury, tego zapachu. — czytanie książek dla wąchania i dotykania podchodzi chyba po jakieś zboczenie. Przecież to tylko dodatek, stanowiący mniej niż jeden procent przyjemności czytania.
E-book to marna imitacja prawdziwej książki. Nie ma tej magii słowa. — słowo na ekranie jest takim samym słowem, jak to wydrukowane.

Rozumiem, że dla kogoś czytanie książki papierowej jest wygodniejsze, bo nie lubi trzymać czegoś metalowego w łapie. Ale to nawet nie jest argument, bo to sprawa stuprocentowo subiektywna.


Przez tego typu opinie mam wrażenie, że ludzie nie czytają dla treści. Co to, to nie. Czytają dla „zapachu” i „faktury”. Czy właśnie taka jest radość z czytania? Czy naprawdę czytamy książki dla takich rzeczy? A może teraz książki są modne i można szpanować na oczytanego?

Prawdziwy koneser literatury nie zwraca uwagi na tak przyziemne sprawy, jak waga, czy zapach.

Na koniec powiem jeszcze, że e-booki mają wręcz silniejszą magię słowa, bo żaden zapach, żadna ilustracja nie zakłóca nam odbioru książki. Obcujemy z praktycznie nieskażoną myślą autora.

11 komentarzy:

  1. Nie rozumiem ciebie, też wolę "normalne" książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego dokładnie nie rozumiesz?

      Rozumiem, że dla kogoś wygodniejsze jest czytanie papierowej książki. Ale teksty typu "to nie jest prawdziwa książka" lub "prawdziwy czytelnik nie będzie używał e-booka"? Co to ma być?

      PS Nie widziałam cię nigdy z czytnikiem w ręku ;) .

      Usuń
  2. Zgadzam sie. W książce najważniejsza powinna być fabuła i historia, którą autor przekazuję. Zapach, okładka czy faktura to już aspekty poboczne. Sama sięgam zarówno po e-booki jak i książki w wersji papierowej.

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadam się sama posiadam e - booka i nie widzę wielkiej różnicy. E - book jest nawet wygodniejszy.
    Z.C

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio kupiłam sobie czytnik, chociaż również byłam ich przeciwniczką, a teraz nie wyobrażam sobie inaczej. Kto je krytykuje chyba nigdy nie miał żadnego w ręku :) Jest wygodny, lekki, pomieści wiele książek, a komfort czytania jest taki sam, jak książki papierowej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miałbym wybierać wybrałbym papierową książkę, ale nie marudziłbym jakby dali mi czytnik.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam problemów nie mam z żadną formą oprócz czytania na komputerze - dłużej niż parę stronic nie wysiedzę.

    Generalnie w autobusie wolę mieć rzecz na papierze, a do wieczornego przewracania się w łóżku - na czytniku, ale jak jest na odwrót, to też jakoś przeboleję. Nawet do audiobooków się ostatnio przekonałam - bo skoro nie ma jak trzymać w ręku książki, zawsze można jej posłuchać. Przyjemna rzecz.

    A koniec końców i tak najważniejsza przecież jest sama treść.

    Pozdrawiam ciepło,
    Vess,
    Czerwony Piach

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem, w jakie zakamarki Internetu się zapuszczasz, czy może słyszysz takie opinie wśród swoich rówieśników, ale ja sam bardzo rzadko słyszę głosy na temat wyższości papieru nad elektroniką. Ot, każdy czyta, jak mu wygodniej.

    Parę uwag technicznych:
    – Jeśli zaznaczasz cytat kursywą, cudzysłów staje się zbędny, albo jedno, albo drugie.
    – Zamiast dywizów stawiaj myślniki, a zamiast cali – cudzysłowy. Warto pisać wstępnie w Wordzie albo przyswoić sobie parę skrótów klawiaturowych na w/w znaki specjalne.

    Powodzenia w blogowaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie opinie słyszałam najpierw od ludzi, których znam. Później czytając dyskusje w internecie (m. in. na LubimyCzytać) napotykałam się na coraz więcej ludzi przeciwnych e-bookom.

      Za uwagi techniczne bardzo dziękuję, już poprawiam :) .

      Usuń
  8. Wow, ale Ci się Maja tych komentarzy nazbierało! Musi to być dobry artykuł :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. W książkach poza "przyjemnym czytaniem" lubię także "normalnie" przewracać strony, czuć ciężar książki oraz że nie muszę jej ładować :)

    OdpowiedzUsuń

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie?